Od obłoków do konkretu: Jak z perspektywy psychologii klinicznej domknąć przepaść między „chcę” a „robię".
Czy zauważyliście, że słowo „marzenie” brzmi tak...lekko? Jak wata cukrowa na festynie. Ale kiedy przychodzi do „drogi do marzeń”, nagle robi się gęsto, duszno i...co tu dużo kryć czasem zwyczajnie się nie chce.
Dlaczego jedni idą po swoje jak taran, a inni (może Ty?) siedzą na krawężniku, zastanawiając się, czy w ogóle warto wiązać buty? Odpowiedź rzadko leży w „braku motywacji” (to słowo wytrych, które nic nie wyjaśnia). Częściej chodzi o to, że próbujesz iść cudzą ścieżką.
Błąd, który popełniamy najczęściej, to kopiowanie strategii innych ludzi. Kupujemy kursy od „ludzi sukcesu”, którzy mają zupełnie inny układ nerwowy niż my, a potem dziwimy się, że „u mnie to nie działa”. To tak, jakbyś próbował przejechać trasę off-road luksusowym kabrioletem – samochód jest świetny, ale droga do niego nie pasuje.
Marzenia (dla dorosłych CELE) to złożony konstrukt poznawczy, który – paradoksalnie – może stać się źródłem frustracji, jeśli pozostanie w sferze fantazji. Często słyszę w gabinecie: „Wiem, co chcę zrobić, ale po prostu nie mogę zacząć”. Jako ludzie mamy tendencję do nazywania tego „lenistwem”, jednak nauka podpowiada nam coś zupełnie innego.
To, co nazywamy „utknięciem w marzeniach”, to często walka między naszym układem nagrody a systemem wykrywania zagrożeń. Każda zmiana, nawet ta upragniona, jest dla mózgu sygnałem alarmowym.
Twoje marzenia potrzebują mapy, ale najpierw…
Znamy te nagłówki: „Możesz wszystko!”, „Wstań i walcz o swoje!”, „Manifestuj sukces!”. Brzmią świetnie na Instagramie, ale w prawdziwym życiu często kończą się frustracją, poczuciem winy i kolejnym niedokończonym planerem.
Dlaczego? Bo w świecie „nieograniczonych możliwości” zapominamy o jednym, kluczowym ograniczeniu: Twojej biologii, doświadczeniu, umiejętnościach.
Droga do marzeń to nie tylko kwestia silnej woli. To przede wszystkim kwestia dopasowania Twoich ambicji do Twoich „ustawień fabrycznych” plus skuteczne zarządzanie drogą. Próba realizacji marzeń w stylu agresywnego rekina biznesu, gdy Twój temperament to raczej subtelny system wysokiej wrażliwości czy inny leniwiec (btw. urocze zwięrzątko), to najkrótsza droga do wypalenia, a nie do celu. Kolejna kawa tego nie naprawi nawet jeśli to greckie Frappe z cynamonem!
Moja autorska „Bajka o Drodze do marzeń” to 11-etapowa podróż, która łączy teorię poznawczo-behawioralną z praktycznymi narzędziami pracy własnej.
To zaledwie dwie godziny materiału, ale zaprojektowane tak, by stały się fundamentem Twojej rezyliencji. Jeśli czujesz, że potrzebujesz konkretnych „map i kompasów” w postaci kart pracy i ustrukturyzowanej wiedzy, ten kurs może być Twoim pierwszym, odważnym krokiem.
Pamiętaj jednak: droga zaczyna się nie od zakupu kursu, ale od decyzji, że Twoje marzenie jest warte trudu przekształcenia go w cel.
Rezyliencja to nie jest „zaciskanie zębów”. To mądre zarządzanie własną energią na drodze do tego, co dla Ciebie ważne. To wiedza o tym, kiedy możesz przycisnąć gaz, a kiedy skorzystać z postoju.
Nie pozwól, by Twoje marzenia stały się Twoim największym stresorem. Bo droga do nich ma Cię rozwijać, a nie dewastować. Czas przestać biec w cudzych butach – Twoje własne są znacznie wygodniejsze, gdy tylko nauczysz się je sznurować chyba, że masz na rzepy to już w ogóle inna bajka 😉
Коментарі